Najważniejszy składnik zdrowia

Przestrzeń między Los Angeles a Paryżem, Wenecją i Warszawą zamieszkują narody zamożne. Z dostępem do nowoczesnej medycyny, demokracji, to ludy wykształcone z iPhonem 7 (czy też innym nowszym) w kieszeniach markowych gaci. To ludzie, którzy pożądają eko upraw, dzień zaczynają od przebieżki i zielonego szejka. To ludzie, którzy nie martwią się o finansowy dzień jutrzejszy (w dużym uproszczeniu). I choć mają domy i niezłe auta i zobaczyli więcej niż Ty i ja, są chorzy. Nieszczęśliwi. Samotni. Z depresją.

Choćby taka Wielka Brytania, jeden z najbogatszych krajów Europy, musi mierzyć się z ponad 3 milionową rzeszą chorych. Nie na raka, nie na cukrzycę. A średnio ponad 6000 osób rocznie odbiera sobie życie. Depresja. 3 mln to zdaje się liczebność Estonii. To małe państwo. 3 mln osób na prozacu.

Polska? Oficjalnie to już ponad 1,5 mln. I będzie coraz więcej. Przecież jesteśmy coraz bogatsi, coraz mądrzejsi, coraz lepiej wykształceni. A jednak… samotni?

Najważniejszy składnik zdrowia

Szkoda, że nie siedzimy teraz razem przy kubku pysznej kawy i nie możemy o tym pogadać, bom bardzo ciekawa, na co stawiacie. Czy najważniejszy składnik zdrowia to jakiś super food? Witamina jakaś? Może soda lub woda utleniona, może ocet jabłkowy? Nic co można kupić, zważyć na wadze, ubrać czy wypić.

Przynależność, wspólnota, społeczność! To właśnie ten element! Ludzie połączeni wspólną więzią. Czasem przypadkowo, czasem celowo i zbieżnie. Kiedyś to była wieś, plemię, które miało jasną strukturę i hierarchię, medyka, kobiety przyjmujące porody i generalnie wsparcie. Mnóstwo wsparcia. Wspólne cele – czasem krótkofalowe, czasem długo. Przyjaciele i często wrogowie, ale jednak razem.

A dziś?

Depresja to choroba ludzi samotnych

szybkie zatrzymanie infekcji

Często bardzo dobrze sytuowanych, wykształconych, a jednak z mnóstwem lęków, psychicznego obciążenia, braku nadziei i z poczuciem wyobcowania. Źródłem depresji bardzo często jest właśnie samotność. Samotność w wielkim mieście.

Brak silnych i trwałych więzów z innymi ludźmi prowadzi do przedwczesnej śmierci, zwiększa ryzyko zawału i innych nieprzyjemności zdrowotnych – podnosi poziom kortyzolu, hormonu stresu, który długofalowo wyniszcza prowadząc do cukrzycy, demencji i chorób serca.

I teraz uwaga. W linii rażenia nie są tylko i wyłącznie single i starsze, owdowiałe osoby. Każdy z nas może być zagrożony. Bo choć mamy 255 (razy dwa) znajomych na facebooku, często nie jesteśmy blisko z nikim. Nawet z własnym małżonkiem i dziećmi. A wspólny cel? Hm… nowy samochód, większe mieszkanie, wakacje? Czy te cele trzymają nas przy życiu?

Czy taki opis coś Ci przypomina? Para rodziców pracuje dużo, dzieci wychowują placówki typu szkoła, a po szkole angielski, karate i szachy. A w weekendy na placu zabaw rodzice siadają na ławeczkach z telefonami w rękach.

Nie jest łatwo.

Na marginesie dopisek pod wpływem komantarzy: Oczywiście użyłam pewnego uproszczenia – depresja może być wywołana szeregiem innych przyczyn, o których tu nie wspominam. Ale może być też wynikiem osamotnienia. Zatem tu wyliczam tylko jedną przyczynę, mając w pamięci, że nie jest ona jedyną możliwą.

Wspólnota to zdrowie

Ludzie, którzy należą do wspólnoty (nawet nieświadomie, bo po prostu nie rozkminiają tego, nie myślą, że sosnowa napisała tak, więc lecę szukam wspólnoty, tylko wynika to z ich stylu życia i potrzeb) mają w życiu cele. Nie muszą lecieć na Karaiby albo mieć tej torby z tym logiem. To mogą być drobne cele, często natury duchowej. Własna pasta pomidorowa i dynia w słoikach. Wiecie, taki mały kaliber.

I jeśli zostajemy przy duchu, to 100-latkowie z niebieskich stref, tradycyjnie przynależą do lokalnej społeczności religijnej. W naszych realiach to po prostu parafia i aktywne, świadome uczestnictwo w jej życiu (duchowym, społecznym itp). Są badania dowodzące tego, że uczestnictwo w wydarzeniu religijnym przynajmniej raz w miesiącu (w długiej perspektywie czasu), przedłuża życie od 4 do 14 lat!

Społeczność to nie tylko rodzina. Choć zdrowa rodzina „produkuje” zdrowych obywateli i bezdyskusyjnie jest podstawową wartością narodów, warto wynurzyć się po za nią. Mam wrażenie, że dziś na święta zaprasza się tylko rodzinę, tylko najbliższą. Że bardzo się zamknęliśmy na świat spoza więzów krwi. Pamiętam, że w dzieciństwie z sąsiadami jeździliśmy na pikniki, rodzice spędzali razem sylwestra i nie trzeba było tego planować rok wcześniej i skrupulatnie wyliczać co (i za ile) kto co przyniesie. Że znało się tabun kuzynów, często takich, z którymi nie było więzów krwi, ale rodzinne przyjaźnie „wymieszały” ją sobie. Też to pamiętacie?

Zdrowa dieta to za mało

niedoczynność tarczycy naturalnie

Tak, tak, nie przewidziało Ci się. Możesz inwestować w luksusowe suplementy i jeść tylko eko bio, leczyć się u najlepszych specjalistów, znachorów, naturopatów i nie wyjdzie, bo brakuje w tej precyzyjnej układance właśnie przynależności. Autentycznej, nie tylko do kotleta i kieliszka.

O ile prościej jest rozładować stres czując wsparcie, będąc wśród ludzi. Często bez specjalnych przemów i wynurzeń, bez narzekania, po prostu rozmawiając, śmiejąc się z ludźmi, których znasz i lubisz.

A często pocieszając ich, wyciągając pomocną dłoń ku nim. Nie przypadkowym organizacjom charytatywnym (oczywiście nie ma w tym nic złego, żeby nie było!), a ludziom z Twojego kręgu, których znasz i lubisz. To ma inną wartość, nawet jeśli to tylko pomoc niematerialna.

Najważniejszym składnikiem zdrowia jest przynależność. To ona jest źródłem szczęścia i spełnienia (a może jednak nowa Kia i mieszkanie na tym nowym, bajeranckim osiedlu? Hmmm… już sama nie wiem!. Wybacz, olcha jednak dała ponieść się fantazjom!*).

*To na pewno znak, że sama ma problem z przynależnością! (Dopisał narrator)

Poczytaj też o zupełnie darmowych technikach przywracania zdrowia (w tym psychicznego!)

Jak zacząć?

Relacje szkolne, z czasów studiów często się rozpadają na atomy, bo każdy idzie własną ścieżką. I w okolicach 30-tki, okazuje się, że umawiasz się na kawę 3 razy w roku i… ciułasz na…coś tam, a poza tym?

Najprostszą wspólnotą jest parafia, ale jeśli nie parafia (tu mamy gwarancję, tego, że jej członków łączą wspólne cele i wartości), to może właśnie sąsiedzkie komuny? Może stowarzyszenie, kluby zainteresowań?

Choć przykład niebieskich stref (które zostały skrupulatnie przebadane) pokazuje, że sąsiedzkie relacje jako wspólnota są świetne, to możemy szukać „własnego miejsca” wśród ludzi poza ulicą, do której po prostu podczepiliśmy życie na dany moment. Najważniejsze, aby robić to szczerze, bez telefonów w rękach, lubić, kochać i dać się polubić i pokochać.

Pewne kwestie przedstawiłam zero-jedynkowo, upraszczając. Jak rzekłam „łatwo nie jest”.

Proszę dajcie znać czy należycie do wspólnoty, abo raczej czy macie poczucie, że do niej należycie? To mnie interesuje niezmiernie. Komentarz tu wystarczy, facebook nie musi o tym wiedzieć 🙂 Ja takie poczucie mam i piszę to z lekkością.

Może podzielisz się tym wpisikiem z członkiem rodziny lub przyjacielem? To z pewnością byłby gest troski o najbliższych ludzi. Uważam, że to bardzo ważny temat i bardzo zaniedbany w dyskusji publicznej.

Dziękuję za przeczytanie tego artykułu (i podzielenie się)!

Ps. Możecie czytać mojego bloga w aplikacji Feedly, z której sama chętnie korzystam, bo wszystkie ulubione blogi mam za jednym kliknięciem.

Wyjaśnienie w celu uniknięcia nieporozumienia

Wszystkie informacje znajdujące się na tym blogu tworzone są na podstawie wysokojakościowych źródeł, mają wartość jedynie poznawczą. Jeśli decydujesz się na wprowadzenie w życie którejkolwiek porady (cieszę się), robisz to na swoją odpowiedzialność (bo z natury tacy jesteśmy). Nie jestem lekarzem, dlatego wykorzystując informacje znalezione na olchasosnowa.pl, konsultuj się  z lekarzem lub farmaceutą. Ja mam jedynie inklinacje ku znachorsku, a ci jak wiadomo, pogrążeni zostali na kartach starożytnych ksiąg.

Źródła https://www.theguardian.com/commentisfree/2014/aug/16/depression-disease-loneliness-friends; https://www.nik.gov.pl/aktualnosci/uwaga-depresja.html; https://www.bluezones.com/live-longer-better/

 

(Visited 149 times, 2 visits today)
Podobało się? Podziel się tym tekstem z innymi 🙂

10 Replies to “Najważniejszy składnik zdrowia”

  1. Po przeczytaniu zgadzam się w zupełności.
    Jestem z natury outsiderem i trudno jest mi dłużej trwać w grupie. Potrzebuję wolności i tylko takich ludzi toleruję w bliższej i dłuższej znajomości. Nawet z rodziną mi ciężko, bo nie potrafią po prostu być i zaakceptować tego, jaka jestem. Chcieliby żebym była taka, jak oni chcą abym była.

    Poczucie wspólnoty poczułam z moją grupą ludzi odchudzających się. Przypadek sprawił, że trafiliśmy akurat do tej grupy i jakoś nam razem fajnie.

    Na fejsie już nie mam znajomych. Były dwa podejścia z kontami i znajomymi, ale w pewnym momencie byłam sfrustrowana powierzchownością i skasowałam profil. Obecny służy mi jedynie jako konto techniczne do fanpejdżu i do przeglądania ulubionych stron 😉
    P00zdro. Baśbaś vel Basiek 😉

    1. BaśBaś! <3 Czyli swoją grupę odnalazłaś przez przypadek? Tzn "przypadek", bo ja nie wierzę w przypadki 🙂 To prawda, z rodziną bywa ciężko i nie określiłabym tego lepiej. Często idziemy inną drogą, w jakiś sposób "doskonalimy się", a inni stoją w miejscu lub idą inną drogą i nie potrafią tego zaakceptować. Pewnie, to trudne!
      Już to pisałam, że choć czuję się młodo, bo w sumie jestem młoda :), widzę jak kontkaty z ludźmi mi się rozjechały, jakie były powierzchowne i przelotne, choć w wydawało mi się, że będą... niemal wieczne. Dlatego teraz śmieję się sama z siebie. I widzę, że 30 letni singiel może być bardzo samotny. A 25 latek z depresją w ogóle mnie nie dziwi, bo takich znam.

    1. Oczywiście. Jednak w niektórych przypadkach samotność jest przyczyną depresji. Muszę dodać jakieś małe sprostowanie na końcu 🙂

  2. Zgadzam się z Julią, depresja jest nie tylko z samotności, ale prawdopodobnie np. niedoborów wit. D3 🙂 No ale artykuł był o innym czynniku, niemniej istotnym. Zgadzam się z Tobą, Olcho, w całej że tak powiem rozciągłości! Artykuł powalił mnie na kolana (dosłownie i w przenośni, bo niestety w tegorocznym adwencie nie chodziliśmy ani na rekolekcje, ani na roraty…). Natomiast mogę poszczycić się tym, że przynależymy do różnych wspólnot i rodzinnych i edukacyjno domowych i sasiedzkich i to jest świetne! Nie wiem ile już razy koleżanki, Mama, czy siostra ratowały mnie przed „depresją”. Dzięki za ten świąteczny w duchu artykuł! Wesołych Świąt!

    1. O! Dziękuję Kornelio za pochylenie się nad moimi wypocinami. To piękne, że jesteście członkami takich wspólnot, gdzie ludzi łączy tak dużo, gdzie motywujecie się wzajemnie i zawiązujecie przyjaźnie! Dużo dobroci na Święta! 🙂
      Ps. Depresja często u kobiet to też problemy natury hormonalnej, takie problemy, o których nikt nie podejrzewa, że mogą być przyczyną depresji.

    1. Ano tak. W niektórych restauracjach na zachodzie jest zakaz używania telefonów, bo ludzie się spotykają, teoretycznie siedzą razem fizycznie ale interakcji brak. Jest wielka potrzeba spojrzenia na relacje raz jeszcze. Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *