Szykuj się na najgorsze. Dzika spiżarnia

Tu i tam w internetach słychać, że idzie coś – jakieś nieszczęscie. Niemcom każe się się robić zapasy, na Polaków się krzyczy, że za dużo marnotrawią (co jest akurat prawdą). Ludzkość od wszechczasów przewiduje końce świata, ale prawdą jest też to, że są na świecie regiony, gdzie koniec świata się dzieje lub jest u wrót.

Nie jestem prepersem, chociaż zdarza mi się poglądać blogi poświęcone tej tematyce. W głowie mam plan zakupienia jakiegoś dodatkowego jadła i zapałek na zaś, bo co można jeść w razie blackoutu albo…kryzysu (wszelkiej maści), jeśli nie zapuszkowane warzywa, ryże, makarony? Tymczasem odpowiedź jest tak prosta… Chwasty!

Dzika spiżarnia, czyli zbieractwo dla początkujących Sergeia Boutenko to nie kolejny nudnawy atlas ziół i roślin, a niemal kieszonkowy podręcznik po roślinach jadalnych kłębiących się po Twoim podwórku i okolicy. Sergei pisze do czego co się nada i na końcu zamieszcza przepisy z zielskiem – od zielonych szejków, przez sałatki, krakersy, po propozycje obiadowe.

Czym się różni ta ziołowa pozycja od innych opcji opisujących darmowe skarby natury, w tym znanych blogów zielarskich? Przede wszystkim tym, że Dzika spiżarnia Cię nakarmi, bo pokaże co można zjeść, gdzie tego szukać, jakich wartości odżywczych dostarczy. Nie ma tu suszenia, macerowania, destylowania. Zamiast procesowania roślin, jest jedna prosta forma przetwarzania – rwij i żryj (jedz znaczy się).

Autor w kulturalny sposób krytykuje straszenie przed podjadaniem dzikich roślin przez media i organizacje rządowe. Ludziom wpaja się, że jedynie sklepowa żywność jest żywnością, która nie truje, natomiast każdy niesubordynowany ruch obywatela sprawi, że to będzie jego ostatni ruch. Z kolei ruch, jak podkreśla Sergei, to czynność, która w zbieractwo jest wpisana, ba! wymuszona. Wielokrotnie nawołuje do edukacji zielarskiej i dosyła do konkretnych pozycji, niestety, amerykańskich. Całe szczęście polski rynek pod względem opracowań zielarskich ma się dobrze i jest w czym przebierać.

Niemal wszystkie opisane w książce rośliny znajdziemy w Polsce. Sergei opisał jadalną florę stanu Oregon, USA, który leży na północno-zachdnim wybrzeżu. Jednak miał wizję przkazania uniwersalnego zielonego menu, tak, aby nie tylko Oregończycy byli kontent. Stąd książka w rękach polskich i na ziemi polskiej służyć będzie bardzo dobrze.

Dzika spiżarnia recenzja

Książka ma urzekającą okładkę! Każda roślina oprócz zwięzłego opisu, opatrzona jest kolorowymi fotkami, co zdecydowanie ułatwia namierzanie roślin i bardziej zachęca do zbieractwa. Autor proponuje proste ćwiczenia służące identyfikacji chwastów, opisy okrasza historiami ze swego doświadczenia. I często robi to w bardzo szczery sposób, bo przytacza wpadki, pomyłki, wydarzenia, do których nie musi się przyznawać i które mogą odbierać mu autorytet, a jednak tak się nie dzieje.

Żaluję, że koniec lata, a tu dopiero taka pozycja się trafiła. Ale chwasty, jak to chwasty, rosną, rosną i nawet zimą coś tam się wyrwać da (poprzedniej zimy rwałam bardzo dorodną pokrzywę).

Nie mogłam się powstrzymać i recenzja Dzikiej spiżarni musiała się tu pojawić!

Dodaj mój blog do obserwowanych na Bloglovin! Lub Feedly 

(Visited 422 times, 1 visits today)
Podobało się? Podziel się tym tekstem z innymi 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *